wtorek, 12 lutego 2013

Część 2: Rozdział 8 1/2



Rozdział 8 1/2
Maruda 
[Muzyka]




Alex
-Sawyer...Kto to był?- Myśli o tym mężczyźnie dręczyły mnie przez połowę drogi. Miałam ochotę wrócić do domu i wypytać ją osobiście. Myślałam, że byłyśmy blisko, a ona nawet nic o nim nie wspomniała.
-Wen...Nie znam nazwiska- odparł, kładąc leniwie rękę na kierownicy. W radiu leciały największe hity ostatnich dziesięciu lat. Samochód Les'a zawsze był bardzo zadbany. Na samą myśl o nim poczułam tęsknotę. Brakowało mi go. Nie miałam pojęcia, że aż tak mi go będzie brakować. Wprawdzie nie było go dopiero kilka tygodni, jednak nie mogłam  się doczekać kiedy przyjedzie na święta.
-To wiem. Ale kim on jest? Nigdy go na oczy nie widziałam- powiedziałam, zmartwiona.  
Mama rzadko przyprowadzała jakiś mężczyzn do domu, prędzej koleżanki z pracy. Zazwyczaj mnie uprzedzała i dawała szansę do ewakuacji z domu. Jakoś nie mogłam sobie wyobrazić mamy na randkach. Dostałam widząc ją bez żadnego faceta przy swoim boku, widok Wen'a był dla mnie nie małym szokiem.
-Alex, chyba zapomniałaś, ale nie mam detektywa Monka we krwi. Miałem wyciągnąć długopis i notesik, a potem go o wszystko wypytywać?- Zwolnił samochód, skręcając w polną drogę. 
-Oczywiście, że nie...Myślisz, że oni...No wiesz...-Potarłam swoje wargi razem, próbując coś wyłapać z przelatującego krajobrazu za szybą.
-Uprawiają seks?- Spytał.
-Nie!- Napięłam ramiona i spojrzałam na niego, obrzydzona. Pokręciłam mocno głową, próbując wyrzucić...Ewww.
-No to co?- Zaśmiał się Sawyer, widząc moje zniesmaczenie.
-Pewnie są tylko znajomymi z pracy i tyle
-Wcale mi na tonie wyglądało- burknęłam, nadal oburzona. 
Gdy dojechaliśmy na miejsce 
Byłam zaskoczona wielkością tego miejsca. Nie ważne gdzie się obejrzałam, wszędzie widziałam nastolatków. Kilku z nich widziałam na korytarzu w szkole, ale większość była mi nieznajoma.
-Przydałoby mi się trochę pomocy.-Sawyer miał mały problem z zamknięciem bagażnika od samochodu. W obydwóch dłoniach trzymał swoje torby. Uniosłam brwi, widząc uchwyt mojej torby w jego zębach. Czego on nie wymyśli. Nie wiem co chciał przez to pokazać. Po prostu się zapatrzyłam. Nie było jeszcze tak ciemno jak się spodziewałam. Z domków i małych tarasów dochodziły do mnie śmiechy i rozmowy innych ludzi. Domki różne rozmiary. Niektóre nawet wyglądały jakby zdołały pomieścić sporą rodzinkę.
-Daj mi tą torbę, bo ją całą oślinisz.- Wzięłam ją od niego i zamknęłam bagażnik.
-Jakoś nie masz z tym problemu, gdy cię całuję.- Brunet poruszył brwiami, zamykając samochód. Zignorowałam jego komentarz, wiedząc dokładnie o co mu chodzi i ruszyłam za nim.
Idąc w stronę naszego wynajętego miejsca, przyjrzałam się otoczeniu. Wszystkie domki były w lesie, a między drzewami było widać części jeziora Dunkborrow. Zgadywałam, że zostanie rozpalone ognisko na plaży, gdy zauważyłam dwie dziewczyny niosące pełno drewna. Była miła atmosfera, mimo atakujących już komarów.
W końcu doszliśmy do odpowiedniego miejsca. Przyznaję, nogi zaczynały mnie już pomału pobolewać po tym długim dniu, tak jak kiedy, gdy mama zabrała mnie do wielkiego parku rozrywki. Moją rozrywką było oglądanie innych ludzi jak świetnie się bawią. Sama bałam się wejść na jedną. Nawet na te, które stały 30 centymetrów nad ziemią i poruszały się wolniej niż raczkujące dziecko.
Od razu zauważyłam znajomych Sawyera na tarasie. Byli tam wszyscy. Udało mi się z ledwością wejść po te kilka stopni, zanim Will mnie przytuliła.
-W końcu jakieś babskie towarzystwo- wyszeptała mi do ucha. Zaśmiałam się, odwzajemniając uścisk. Mogłam ją zrozumieć. Ta grupka była dosyć chaotyczna.
Caleb, blondyn, którego pierwszy raz poznałam w klubie Lindy siedział na poręczy i skrobał patyk scyzorykiem. Jessie, brat Will rozmawiał o czymś z Ray'em, który pił piwo z zielonej butelki.
-Myślałam, że nigdy się nie zjawicie- Will zwróciła się do Sawyer'a, również go przytulając. Wyglądała jak porcelanowa balerina w jego objęciach. Nie rozumiałam jak ona potrafiła wyglądać tak dziewczęco nawet w odciętych dżinsach do kolan i starej koszulce z coca coli. Na jej dłoniach zauważyłam lekko zaczerwienione pogryzienia.
-Może chcesz na to jakiś krem? Spakowałam trochę?- Było to oczywiste, że te pogryzienia ją irytowały.
-Jasne.- Ulżyło jej. -Zaraz możemy iść. Jestem absolutnie wykończona. Zobaczysz, jutro też tak się będziesz czuć.- Will rzuciła każdemu z chłopaków mordercze spojrzenie.
. Miałam przeczucie, że oni coś sobie wymyślili.

-A możecie się wszyscy zamknąć? Ja tu chcę spać.- Wrzasnął zaspany Mason.
***
Gdy już coś zjedliśmy, była prawie pierwsza. Byłam zbyt zmęczona całym wieczorem, więc razem z Will udałyśmy się do naszego wspólnego pokoju. Był mały, ale przytulny z swoimi dywanikami i licznymi obrazami. 
-Właściciel fotografuje wszystkich, którzy przebywali w danym domku- wytłumaczyła Will, szperając w swojej torbie. Ścięła swoje włosy na prostą bombkę. Wyglądała trochę młodziej, ale nadal było jej do twarzy. 
-Dużo tu przyjeżdżasz?- Spytałam, kładąc się na swoim łóżku. Nawet nie zdałam sobie sprawy jak bardzo bolały mnie nogi. Może ubranie tych nowych sandałów nie było moim najlepszym pomysłem. 
-Dwa razy w roku. Tak poznałam Sawyer'a i Caleba- uśmiechnęła się tryumfalnie, wyciągając z torby swoje znalezisko. Zapięła z powrotem swoją torbę i kopnęła ją pod łóżko, siadając naprzeciwko mnie. Otworzyła paczkę cukierków i poczęstowała mnie. Gdy włożyła już jednego do swoich ust, dodała -Zmienił się 
-Kto?- Spytałam.
-Sawyer. Nigdy byś go nie poznała te cztery lata temu.- Pokręciła głową, podpierając się na łokciach. 

Przypomniałam sobie te zdjęcie, które ujrzałam w dniu jarmarku, gdy Sawyer zabrał mnie na naszą pierwszą randkę. Na same wspomnienie dostawałam motylków w brzuchu. Gdyby ktoś mi powiedział pierwszego dnia u Hendersonów, że za kilka miesięcy będę robić maślane oczy do akurat tego Hendersona, pewnie bym się nieźle uśmiała. 
-Aparat na zęby i okulary-odparłam. 
-Dokładnie.- Kiwnęła głową. Nagle usiadła prościej, a jej oczy zabłyszczały. -Jestem pewna, że gdzieś są jeszcze w kartonie z zgubami.
Zanim zdążyłam odpowiedzieć, zerwała się z łóżka i zniknęła w drzwiach.
Oparłam plecy o ramę łóżka, rozdzierając papierek od cukierka w swojej dłoni na małe kawałeczki. Rozejrzałam się po pokoju, powoli przyglądając się wszystkim zdjęciom na ścianach. Niektóre przedstawiały pary, a inny duże grupy starszych osób, lub nastolatków. Wszyscy wyglądali na szczęśliwych. 
Nadal martwiła mnie sprawa z mamą. Nie rozumiałam dlaczego wcześniej nie wspomniała o tym facecie. Możliwe, że czułam się trochę zraniona. Zawsze mówiłyśmy sobie wszystko. Sądziłam, że o takiej sprawie tym bardziej mi powie. Chociaż zwykłe "Hej, Alex...Poznałam pewnego faceta" by mi wystarczyło. Oczywiście, nie wiele to mówiła. Mogła poznać faceta na stacji, ale tylko wymienić z nim kilka słów...Teraz myślałam już tylko o głupotach. 
Na szczęście Will wróciła prędko.
-Nieźle musiałam się ich naszukać- powiedziała, kładąc się na swoim brzuchu. 
-Dlaczego je tutaj zostawił?- Spytałam, mając na myśli Sawyer'a. Dobrze pamiętam ten wieczór, gdy mi wszystko wytłumaczył, jednak miałam wrażenie, że to skrócona wersja.
-Nie mam zielonego pojęcia.- Will podparła się łokciami. -Kiedyś mi je pokazał. Nie znałam go, gdy je nosił. Słyszałam o tym zdarzeniu z Blaise...Cała szkoła słyszała. Plotki szybko się roznoszą.- Pokręciła głową. 
-Jak się poznaliście?
-Chcieliśmy wkraść się do klubu. Sawyer już tam był i kłamał w żywe oczy do bramkarza. W tym momencie przyszła Lindy. Poznałaś już ją, prawda?
-Tak- kiwnęłam głową, nie powstrzymując uśmiechu, który wdarł mi się na usta. -Na początku wydawała się oschła
-A co się dziwić? Jej mąż zostawił ją dla jakiejś małolaty, która przyplątała się do klubu.- Westchnęła, zniesmaczona. Sawyer mówił mi, że Will jest bardzo przywiązana do tej kobiety. 
-To okropne- powiedziałam, współczując jej. Spuściłam wzrok i spojrzałam na okulary. 
-Dziwię się, że w ogóle chce jeszcze prowadzić ten klub- wymamrotała nieobecnie blondynka. -No, ale wtedy się poznaliśmy. Wzięła nas pod swoje skrzydło. Oczywiście jak to Sawyer, nie chciał w ogóle na początku z nami rozmawiać. Zwłaszcza ze mną
-Jak to?- Zmarszczyłam czoło. Wiedziałam, że Sawyer potrafił być nie raz humorzasty. Nie mogłam sobie wyobrazić jaki był przedtem.
-Powiedz jak ja wyglądam?- Uniosła brwi, widocznie przypominając sobie jakieś nie miłe wspomnienia. Wyglądała na naprawdę przygnębioną. Nie znałam jej dobrze, jednak czułam, że gdybyśmy spędzały ze sobą więcej czasu, mogłyśmy się zaprzyjaźnić. W jakimś sensie byłyśmy do siebie podobne.
-Normalnie- odparłam, po krótkiej inspekcji jej ubioru.
-Nie o to chodzi- zaśmiała się, odchylając swoją głowę do tyłu. Miała ładny śmiech, żywy i pełen nieokrzesanej energii. Po chwili spoważniała i ponownie spojrzała na mnie. –Jak ja wyglądam kolegując się z tyloma chłopakami?- odparła mizernie.
-Jak…- zaczęłam niepewnie, zagryzając swoją dolną wargę.
-Jak zdzira- dokończyła za mnie. –Lub lesbijka. Zależy jak chcesz na to patrzeć. W moim przypadku jest to pierwsza opcja- zaśmiała się, jednak nie było w tym ani krzty humoru. Czułam, że takie wyzwiska już kilka razy jej się zdarzyły.
Nagle poczułam się źle, że wtedy u Rayne’a tak szybko ją oceniłam. Jasne, ubierała się nie raz… nieodpowiednio, ale wiedziałam, że tak czuła się wygodnie. Nikomu nie można odbierać swojej indywidualności. A to, że kumplowała się z chłopakami, nie powinno nic złego znaczyć. To tak jakby powiedzieć, że smerfetka była zdzirą, bo była jedną dziewczyną w wiosce. Możliwe, że to nie jest dobry przykład, ale nadal to samo znaczył.
-To nie prawda- położyłam dłoń na jej ramieniu, próbując ją aż trochę pocieszyć.
-Prawda- odparła. –Myślisz, że dlaczego żadna dziewczyna nie chce się ze mną przyjaźnić? Skoro mam tyle chłopaków dookoła siebie, to co mnie powstrzymuje od zabrania kogoś kto ona lubi?
Już miałam wszystko zaprzeczyć, jednak usłyszałyśmy krzyk Caleba z dołu.
-Will, chodź na chwilkę!- Wrzasnął.
-Wybaczysz mi na chwilkę?- Uśmiechnęła się do mnie, wstając z łóżka. Wyglądała na niezadowoloną, że chłopacy nam przeszkodzili. Wiedziałam, że to co mi powiedziała to był tylko początek. Jednak nie byłam pewna, czy chciałam to usłyszeć. Miałam dziwne przeczucie.

***
Czesząc swoje poplątane włosy, wyszłam z zaparowanej łazienki. Nie zabrałam swojego szamponu, więc pożyczyłam trochę od Will, mając nadzieję, że się nie zezłości.
-Długo trzeba na ciebie czekać?
Z moich ust wydał się głośny wrzask. Zasłoniłam usta dłońmi, podskakując. Czując jak serce mocno mi bije, odwróciłam się napięcie w stronę bruneta.
-Ty całkiem postradałeś zmysły, prawda?- Skrzyżowałam swoje ręce na klatce piersiowej, posyłając mu spojrzenie pełne niedowierzania. Nienawidziłam, gdy tak robił. Te jego skradanie. Za każdym razem napędzał mi stracha. 
-Może odrobinę- odparł, demonstrując swoim kciukiem i palcem wskazującym. Siedział na parapecie, a okno za nim było otwarte. 
-Nie mów, że znowu wkradłeś się przez okno?- Spytałam, znając już odpowiedź. Przeleciałam ponownie szczotką przez włosy, krzywiąc się gdy natrafiłam na jakieś małe gniazdo. Przez te ostatnie pięć minut wyrwałam sobie więcej włosów niż przez pół roku. 
-Oczywiście, że tak-powiedział, jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie. Może w jego książkach jest to normalne, ale w moich nie bardzo.
Zastanawiałam się gdzie zniknęła Will. Nie miałam zielonego pojęcia ile czasu dokładnie spędziłam w łazience, ale sądziłam , że do tego czasu wróci. Możliwe, że nie chciała dalej rozmawiać o tej całej sprawie. Wcale bym się nie zdziwiła. 
-To jak, jesteś gotowa?- Sawyer wstał, prostując się jak kot i spojrzał na mnie pytająco.
-Do spania?- Spytałam niepewnie. Nagle cieszyłam się, że nie przebrałam się od razu w pidżamę. Byłam pewna, że miał by niezły ubaw z tych różowych serduszek i misiów. 
-Nie- zaśmiał się. -Idziemy na małą wycieczkę- oznajmił, wstając z parapetu. 
-z tego naprawdę robi się nawyk.- Pokręciłam głową i usiadłam na łóżku. -A tak po za tym to nie idę- dodałam. 
Przypomniałam sobie tą ostatnią wycieczkę. Sawyer naprawdę wiedział kiedy ma mnie gdzieś zabrać. Wprawdzie nie musiałam się teraz obawiać, że dostanę szlaban od mamy...
-Daj spokój.- Sawyer podszedł do mnie u usiadł obok. 
- Zapomniałeś już jak zakończyła się nasza ostatnia wycieczka?- Uniosłam brwi, udając poirytowaną.
- Tym razem będzie inaczej, nie daj się prosić. Wiem, że chcesz pójść ze mną. - Szturchnął ją łokciem i uśmiechnął się łobuzersko.
-A wręcz przeciwnie. Jestem bardzo zmęczona- powiedziałam i ziewnęłam głośno. Gdy skończyłam, spuściłam swoją dłoń i ponownie na niego zerknęłam. –Czy ty czasem nie jesteś zbyt pewny siebie? Może chcę zostać i poczytać sobie…Jakąś książkę- dodałam i położyłam się, przekrywając się pierzyną. Zadrżałam, czując jak zimny materiał otula mnie całą.
Brunet zaśmiał się i odwrócił w moją stronę, podpierając się łokciami. Przez chwilę patrzeliśmy tylko na siebie. On z uśmiechem wymalowanym na ustach, gdy ja próbowałam utrzymać swoją powagę. Podsunęłam kołdrę pod swój podbródek, zamykając oczy.
Byłam trochę ciekawa co Sawyer wymyślił, jednak z drugiej strony byłam wyczerpana tym całym dniem. Nadal nie wiedziałam, czy zgoda na okres próbny w kapeli był dobrym pomysłem. Jasne, było to coś nowego i po raz pierwszy miałam szansę na znalezienie sobie czegoś na stale. Na dodatek dochodziło ukrywanie wszystkiego przed Sawyer’em.  Źle się z tym czułam. Myślałam, że to już za nami…Ale gdy przypominałam sobie o tym jak Sawyer zareagował na widok Corey’a na imprezie, prawda nie mogła mi przejść przez gardło.
Nagle poczułam chłód. Otworzyłam jedno oko, tylko by ujrzeć jak wszystko odwraca się do góry nogami.
-Co ty wyprawiasz?- Spytałam, czując jak ląduję na jego ramieniu. Zaczęłam się wiercić, próbując się wydostać z jego uścisku.
-Muszę wziąć sprawy w swoje ręce, skoro nie chcesz ze mną iść dobrowolnie- odparł.

***

- Gdzie mnie prowadzisz?- Miałam wrażenie, że gałęzie specjalnie pojawiają mi się na drodze. Odsunęłam jedną na bok, czując lekkie palenie na ramieniu. Sawyer chyba naprawdę nie słyszał o normalnych ścieżkach. Zamiast tego prowadził mnie po jakiś krzakach.
-Musisz zadawać tyle pytań?- Rzucił Sawyer, widocznie rozbawiony.
Zdawało mi się, że las robi się coraz gęstszy. Nienawidziłam takich miejsc. Było za ciemno. Oglądanie z mamą tylu horrorów jednak nie było dobrym pomysłem. Ile raz widziałam tą scenkę, gdzie para głupich nastolatków wybiera się na wycieczkę do lasu i zostaje zaatakowane przez mordercę w masce.
-A jak myślisz?- Spytałam, unikając wszystko co wyglądało podejrzanie szerokim łukiem. -Prowadzisz mnie nie wiadomo gdzie, to chyba oczywiste, że chcę wiedzieć dokąd idziemy- dodałam, przyśpieszając kroku. Wolałam nie zostawać z tyłu.
-Przynajmniej tym swoim gadaniem odstraszysz wszystkie zwierzęta. Te wielkie wiewiórki, które mają wielkie kły i nas zjedzą- zaśmiał się, odwracając się w moją stronę. W tej ciemności nic nie widziałam, dlatego odetchnęłam z ulgą, gdy podał mi swoją dłoń.
Jeszcze to pamiętał? Coś podobnego powiedziałam, gdy zgubiliśmy się w lesie dzięki wielkich umiejętnościach nawigacyjnych Sawyer’a. Nigdy więcej nie chciałam tego powtórzyć.
-Widzę, że humor cię nie opuszcza. Tylko, że mnie i tym razem to nie bawi, nigdy nie wiesz, co możesz spotkać w lecie, jeszcze po ciemku- wymamrotałam, chwytając jego dłoń. Brunet wplótł swoje palce w moje, przytulając mnie lekko do siebie.
-Jedyne co tu spotkasz to kilka robaków i tyle. To nawet nie jest las- oznajmił.
-Są drzewa?- Spytałam, rozglądając się. Nie ważne gdzie się odwróciłam, było ich pełno Oczywiście, że tak, a więc to jest las. Mógłbyś się chociaż teraz ze mną nie sprzeczać. Powinieneś być wdzięczny za to, że zgodziłam się pójść z tobą-
- Drzewa też mam w ogródku i nie nazywam go lasem, Alex- powiedział, lekko rozbawiony. - W każdym momencie możesz iść z powrotem. Mam nadzieję, że pamiętasz drogę.- Zatrzymał się, puszczając moją dłoń.
Odwróciłam się za siebie, patrząc czy dam radę wrócić. Nawet nie zwracałam uwagi na to, gdzie dokładnie się kierujemy. Mogłabym przysiąc, że Sawyer tyle mówił by tylko mnie rozproszyć.
-Czasami wkurzasz mnie jak nikt inny, wiesz o tym?- Westchnęłam, chwytając ponownie jego dłoń.
-Tak sądziłem.- Pociągnął mnie lekko, idąc szybciej.
-Myślisz, że tym mnie udobruchasz, o mylisz się mój drogi. Lepiej mi powiedz, czy jeszcze daleko?- Zwolniłam trochę kroku, gdy znowu się potknęłam.
-Powinienem ci dać jakiś limit na marudzenie –oznajmił, obejmując mnie wokół pasa.
-Dziękuję, uwielbiam, gdy ktoś nazywa mnie marudą. Wprost uwielbiam, gdy tak mnie komplementują- wtrąciłam, zanim zdążył coś dodać. -Jak wychodziliśmy to mówiłeś, że to niedaleko.- Posłałam mu mordercze spojrzenie, jednak wiedziałam, że on go nie widział.
-Widzisz? Znowu marudzisz. Powinnaś się domyślić, że kłamię. Tak byś ze mną nigdy nie poszła
-A ty przestań mnie łapać za słowo- powiedziałam, poirytowana. -Następnym razem będę o tym pamiętać i już nigdzie nie pozwolę ci się wyciągnąć- obiecałam mu. Drzew robiło się coraz mniej i odetchnęłam z ulgą. Powoli zaczynałam myśleć, że Sawyer znowu zgubił drogę. A było to bardzo prawdopodobne.
-Muszę mieć z czegoś frajdę. Teraz tak mówisz, ale porozmawiamy o tym jak znowu cię gdzieś zaproszę.- Jego głos był pewny siebie. Już sobie wyobrażałam jaki miał teraz wyraz twarzy. Przysięgłam sobie, że już tak łatwo nie dam mu się wyciągnąć.
Wyszliśmy z lasku i poczułam pod stopami piasek. Uniosłam wzrok i nabrałam szybko powietrza do płuc, widząc widok przed sobą. Blask księżyca odbijał się o spokojne fale jeziora. Woda wyglądała na czarną w tym świetle, a gdy uderzała o brzeg robiła się koloru niebieskiego atramentu. Wcale nie zachęcała mnie do pływania. Wyglądała dosyć niebezpiecznie. Typowy dom dla jakiegoś potwora.
- I akurat padło na mnie? I gdzie mnie przyprowadziłeś? To jest według ciebie genialne miejsce?- Spytałam.
-W tym miejscu niewiele da się wymyślić- wytłumaczył, prowadząc mnie po piasku. -Przynajmniej mam pewność, że nikt nie będzie się tu szwendać- dodał.
-A co ty zamierzasz robić, że obecność innych tak ci tak przeszkadza?- Spytałam, gdy stanęliśmy niedaleko brzegu.
-Mam nadzieję, że zimna woda ci nie przeszkadza.- Sawyer posłał mi łobuzerski uśmiech i zdjął swoją koszulkę.



N/A
Nawet nie mam pojęcia, czy ktoś to jeszcze czyta...
Minęło tyle miesięcy, że już nawet nie liczę ile. Jak już powiedziałam u góry, to tylko połowa rozdziału. Obiecałam, że dodam coś, ale nie spodziewałam się, że rozdział zrobi się aż taki długi.
Piosenka na dzisiaj to „Can’t Fight The Moonlight”. Baaaaardzo pasuje do tego rozdziału :D
Do zobaczenia (mam nadzieję) wkrótce. 

17 komentarzy:

  1. Serdecznie zapraszam na nowo powstały blog, którego motywem przewodnim jest grafika komputerowa. Znajdziesz tam różne ciekawe rzeczy na blogspot, począwszy od szablonów i nagłówków, a skończywszy na instrukcjach, stockach, czy tekturach. Zapraszam do przeglądania, czytania, komentowania i pobierania!

    http://psychodeliczna-selene.blogspot.com/

    przepraszam za spamik!

    OdpowiedzUsuń
  2. To opowiadanie jest po prostu boskie. JEdnym tchem przeczytałam wszystkie rozdziały i zapewne jakby byłoby ich jeszcze więcej to je również bym przeczytała. Wciągnęła mnie ta historia i to bardzo. Moją ulubioną postacią jest oczywiście Sawyer[ a tak a pro po mam takie pytanko kto jest na zdjęciu własnie jako on?] Nie dziwie się ani trochę, że Alex się w nim zakochała, zapewne ja na jej miejscu zrobiłabym to samo. Już się nie mogę doczekać kolejnego rozdziału, mam nadzieję, że wkrótce się pojawi.
    Pozdrawiam i życzę dużo weny:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za ten miły komentarz : ) A co do Sawyera to gra go Steven R McQueen :)

      Usuń
  3. [SPAM] Witam, zapraszam na lullaby-of-hope.blogspot.com, bo co się stanie, gdy zabraknie czegoś na czym nam naprawę zależy i, gdy przez nasze wybory inni będą cierpieć? Czy oznaczać to będzie koniec, a może nowy początek?

    OdpowiedzUsuń
  4. to jest wspaniałe. czekam na następny rozdział. <3

    OdpowiedzUsuń
  5. To opowiadanie jest wspaniałe! Nie dawno na nie trafiłam i się po prosu zakochałam! ;) Świetnie je wymyśliłaś. Alex i Sawyer są niesamowici, cała rodzina Hendersonów jest niesamowita! Z niecierpliwością czekam na moment kiedy Alex dowie się o bójce Sawyera i Coreya, choć mam nadzieję, że po mimo tego zdarzenia relacje między nimi się nie zmienią :) Właśnie zyskałaś stałą czytelniczkę ;* Pozdrawiam cieplutko i czekam na następny równie genialny rozdział <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Witaj! Moim zdaniem twój blog jest wart nominacji do Versatile Blogger Award, dlatego cię nominuje. Zobacz szczegóły na: http://ksiezycowa-przystan.blogspot.com/
    Jeżeli zabawa ci nie odpowiada, nie musisz reagować na nominacje. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. Matko, powiedz mi, czemu musisz mnie tak dręczyć? To dopiero połowa rozdziału 8. a ja nie mogę się doczekać drugiej. Kiedy ją wstawisz? Pospiesz się! :D Jesteś niesamowita :D

    Pozdrawiam ciepło :D
    Pockerowa**

    OdpowiedzUsuń
  8. SPAM
    Zabójczo przystojny demon o imieniu Asmodeusz pragnie mojej duszy. Obłąkany Anioł Lukas pragnie mojego ciała. Oba wyjścia przyprawiają mnie o dreszcze i żadne się nie podoba. Nie wiedziałam, który wygra, ale stawką tej walki byłam ja sama. Moje życie było zagrożone i nie mogłam z tym nic zrobić.
    Piekło lepsze od nieba? Nigdy tak nie myślałam, ale niektóre wydarzenia sprawiły, że wolałabym skryć się w najdalszym zakątku piekła, niż chodzić swobodnie w niebie. Nikt nie sądził, że w normalnym świecie po ziemi mogą chodzić anioły i demony. W świecie książek owszem jest to ciekawe i fajne, ale to się dzieje naprawdę, a ja jestem pośrodku tego.
    Zapraszam http://demon-zadzy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. [Sojusz? :) ]
    Susanna Hastings jest normalną nastolatką. Chodzi do szkoły, dobrze się uczy, spotyka się ze znajomymi. Jest niczym nie wyróżniającą się szarą myszką na tle innych szarych myszek.
    Charles Jackson z pozoru wydaje się normalnym nastolatkiem. Także chodzi do szkoły, spotyka się ze znajomymi. Wyróżnia się jednak dość specyficznym podejściem do otaczającego świata.
    - Pulpecik w okularkach - mruknął chłopak, a wszyscy w koło zaczęli się śmiać. Dziewczyna spuściła głowę w dół i delikatnie przygryzła dolną wargę.
    - Odpuść jej!
    - Ale ja prawdę mówię!

    Narkotyki. Śmierć. Pogrzeb. Striptiz. Miłość. Policja...
    Witaj w Little Rock!
    http://we--found-love.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Super rozdział, nienawidzę tego długiego czekania... chce już następny!
    Nominuję cię do Liebster Award, moja pytania:
    1. Jaki jest Twój ulubiony zespół/ artysta?
    2. Jaka jest najdziwniejsza rzecz jaką kiedykolwiek zrobiłaś/eś?
    3. Film, który wzbudził w Tobie największe emocje, to... ?
    4. Twój ulubiony aktor/aktorka?
    5. Jaki jest twój ulubiony pisarz/ ulubiona pisarka i za co najbardziej go/ją cenisz?
    6. Jaka piosenka powoduje, że Twój dzień staje się piękniejszy?
    7. Kiedy ostatnio powiedziałaś/eś komuś kocham cię?
    8. Jaki jest twój ulubiony serial i dlaczego?
    9. Kim jest twoja ulubiona postać fikcyjna i dlaczego? (np. jakaś postać z filmu lub książki)
    10. Na koncert jakiej gwiazdy/ zespołu chciałabyś/chciałbyś się udać najbardziej?
    11. Jakie są trzy cechy, które lubisz w sobie najbardziej?


    Zapraszam do mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Pisz szybko bo mnie twoje opowiadanie wciągnęło! Jejku, i jeszcze te romantyczne nastroje...MUSISZ SIĘ POSPIESZYĆ BO CIEKAWOŚĆ ZŻERa MNIE OD ŚRODKA!

    OdpowiedzUsuń
  12. Jak to mówią, reklama dźwignią handlu. Także bardzo przepraszam za spam, jednak wiedz, że byłabym Ci naprawdę bardzo wdzięczna, gdybyś chociaż przeczytała opis mojego opowiadania. Kto wie? Może cię zaciekawi? :)

    Wyobraź sobie świat, gzie jesteś kompletnie sam. Nie masz nikogo kto by cię pocieszył, powiedział, że wszystko będzie w porządku, przytulił, albo chociaż się zatroszczył. Ciężko, prawda?
    Amy nigdy nie miała łatwo. Musiała wychowywać się bez rodziców, w sierocińcu. Do czasu jej osiemnastych urodzin. Wtedy nadszedł moment, aby dziewczyna obrała własną ścieżkę i nauczyła się samodzielnie żyć. Starała się zapomnieć o bólu, który przysporzył jej najlepszy przyjaciel Niall Horan, opuszczając ją dwa lata temu. Udało jej się. Pomimo tęsknoty i umysłu zapełnionego bolesnymi wspomnieniami, stanęła na nogi.
    Los jednak chciał, aby ich drogi ponownie się zetknęły. A wszystko przez karmelowe latte.
    Jeśli jesteś zainteresowana, to zapraszam tutaj:
    http://negatyw-szczescia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. Koperta z pieczątką ZUS, PIS i USC.

    Z głębin R'lyeh macha do Was macką sam Wyelki Cthulhu! Z przyczyn technicznych, a ode mnie niezależnych (te paskudne gwiazdy, tfu, tfu!!!) ja sam nie mogę Was zje... zmackać, ale oto głoszę rozwiązanie wszystkich problemów! Ocenialnia Tako rzecze Cthulhu, prowadzona przez moich zaufanych Przedwiecznych!

    Ocenialnia Tako rzecze Cthulhu (pomackamy.blogspot.com) zaprasza każdego spragnionego porządnej, wyczerpującej oceny!

    PS Upraszam wybaczenia za tę niecną reklamę. ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. [SPAM]Ona piękna, dystyngowana, lecz nieszczęśliwa i samotna. On szalony, kowal własnego losu, robi co chce i z kim chce. Oboje z różnych światów. Nie łączy ich nic, a jednak ciągnie ich do siebie niewidzialna siła. Razem, ale osobno.
    Historia o miłości, problemach, łzach, śmiechu, poświęceniu. Nikt nie wie co im los przyniesie, ale nie poddają się. Dążą do przodu nie bacząc na przeciwności losu. To czy będą naprawdę szczęśliwy zależy tylko od nich.
    Zapraszam na http://panienka-z-dobrego-domu.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  15. Świetny blog. Wciągłam się na maxa.Z niecierpliwością czekam na następny rozdział ( jak będzie ).

    OdpowiedzUsuń